Raj mężczyzny i
Kategorie

Raj mężczyzny i

Raj mężczyzny i ko­biety, który tu na ziemi istnieje, ale my nie umiemy do niego wejść, przebywać w nim, sami się z niego wypędzamy, nie umiemy skoncentro­wać się na tym drugim człowieku. Skoncentro­wać się na drugim człowieku — oto rzecz naj­ważniejsza. Jeżeli człowiek nie odda się bez reszty partnerowi, z mądrych książek ani od mądrych ludzi nie dowie się i nie nauczy, jak troszczyć się o tego drugiego człowieka dniem i nocą, w każdej chwili, pozostanie z pustką w sercu, zmarnuje życie, dostanie zawału, sta­nie się alkoholikiem, przez całe życie pozosta­nie flirciarzem albo kokietką, całe życie będzie się męczył. Tak i podobnie czaruję upatrzoną członkinię Towarzystwa Miłośników swoim mi­łym głosem. Sukces zazwyczaj nie każe na sie­bie czekać. A jeżeli nie opadają mnie wątpliwoś­ci, czy moje struny głosowe to wytrzymają, żyję sobie beztrosko, barwnie, interesująco, wśród wiecznej przygody. Nie mam śmiałości przyrów­nywać się do kaznodziejów albo zawodowych mówców, ale z góry muszę się pani przyznać, droga Jarmilo, że żyję z moich strun głoso­wych, dzięki nim i dzięki niewielkim, zewsząd zapożyczonym wiadomościom — taka jest moja osobista przyszłość. — Ale już zaczynam swoją opowieść. Swego czasu, tuż przed ostatnią wojną, zna­lazłem się w Paryżu. A tam w pierwszym z brzegu biurze podróży, na które się natknąłem, a które, jak się okazało, było właściwie pokątnym handelkiem bezwar­tościowymi walutami — ale o tym później, kie­dy przyjdzie kolej — kazałem sobie pokazać prospekty skromniejszych hoteli i pensjonatów przy rodzinie, bo w pierwszej chwili po wyjściu w Paryżu z nocnego ekspresu nie wiedziałem nawet, który z miliona dachów wymarzonej metropolii wybiorę sobie za schronienie. Nie miałem zresztą wyboru, w czym mogłem prze­bierać? Więc na podstawie ilustrowanego pro­spektu zdecydowałem się na pensjonat przy ro­dzinie, który po cenach umiarkowanych obiecy­wał dobre utrzymanie i międzynarodowe to­warzystwo. Madame, to znaczy pani domu, przyjęła mnie bardzo miło, przedstawiła swojemu zięciowi, na­czelnemu redaktorowi jakiegoś miesięcznika, poświęconego stosunkom międzynarodowym, i oprowadziła po domostwie. — Dom jest staroświecki, miły jak stary me-, bel. Podobno kazał go zbudować Napoleon III, wie pan, ten Mały, dla jednej ze swoich kocha­nek. Ma swój urok i swoje osobliwości. Jest ci­chy. O, tu zawsze bywa taka cisza, jaką pan te­raz słyszy. — Ale to nie powinno mnie zniechę­cać. W ciągu dnia i tak nie będzie mnie nigdy w domu, jak i pozostałych stołowników. Przez cały dzień są na wykładach albo ugania­ją po mieście, tak i ja będę robił, jak to zaw­sze młodzi. Schodzimy się tylko przy wspól­nym stole. Mój pokój, jedyny, który przypad­kiem jest jeszcze wolny, na pewno mi się spo­doba. Mieści się w bocznym skrzydle, można powiedzieć, w kawalerskim skrzydle z osobnym wejściem z ulicy. Klucze od bramy i od pokoju dostanę. Taką wygodę na pewno potrafię od­powiednio ocenić, jak każdy kawaler. No bo czego potrzeba młodemu człowiekowi do szczęś­cia? Chodzi sobie tam, gdzie ciągną go serce i zainteresowania. Do domu przychodzi się tylko przespać. Wreszcie w moim przyszłym pokoju — ru­chem ręki wskazała mi, gdzie mam patrzeć: za okno, w dal — podeszła natychmiast do okna. Pchnęła do góry starodawną mosiężną dźwignię, przesunęła ją w prawo, z powrotem, szarpnęła do siebie, wyrównała i odsunęła, żeby nie ster­czała nad łóżkiem jak dyszel. Zresztą naprawdę, zanim udało się człowiekowi otworzyć okno z widokiem na koronę rozłożystego platanu i na miasto, trzeba było manewrować tym urządze­niem tak, jakby się otwierało wrota stodoły, i to mi się nawet spodobało. Ale było to zara­zem wszystko, czym można się było tam po­chwalić i co zademonstrować. Kiedy

Poprzedni - Niej zbliżam, opowiadam
Następny - Się rozejrzałem —

Strony pokrewne